Jak weterynaria likwiduje ognisko ASF?

Jak weterynaria likwiduje ognisko ASF?

Jak weterynaria likwiduje ognisko ASF?

 

Afrykański Pomór Świń (ASF) jest chorobą zwalczaną z urzędu, a więc organy inspekcji weterynaryjnej mają obowiązek podjęcia działań w przypadku wykrycia, a nawet podejrzenia wystąpienia ASF w gospodarstwie. Jak wygląda likwidacja ogniska ASF?

Inspekcja weterynaryjna ma obowiązek podjęcia takich czynności, aby:

  • jak najszybciej zwalczyć chorobę w danym ognisku,
  • ustalić źródło ASF, skąd i jaką drogą pojawiła się w gospodarstwie,
  • ustalić, czy choroba mogła się rozprzestrzenić na inne gospodarstwa.

 

ASF decyzje weterynarii

 

Jeśli weterynaria formalnie stwierdzi wystąpienie choroby ASF w gospodarstwie, to właściciel gospodarstwa pod nadzorem weterynarii zobowiązany jest do następujących działań:

  • likwidacja wszystkich sztuk świń oraz zniszczenie zwłok,
  • zniszczenie wszelkich produktów pozyskanych od tych zwierząt oraz wszystkich przedmiotów i substancji (również paszy), które mogły zostać skażone wirusem ASF i nie mogą zostać odkażone,
  • oczyszczanie i dezynfekcja chlewni przy użyciu preparatów biobójczych odpowiednich do ASF.

Więcej o dezynfekcji

Ponowne umieszczenie świń w gospodarstwie może się odbyć minimum po 40 dniach od zakończenia oczyszczania i dezynfekcji.

 

Wyznaczenie strefy zapowietrzonej i zagrożonej

 

Dookoła ogniska choroby wyznacza się najpierw strefę zapowietrzoną, której promień wynosi przynajmniej 3 km, a następnie strefę zagrożoną, której z kolei promień musi wynosić przynajmniej 7 km. Te strefy wyznacza Inspekcja Weterynarii lub wojewoda. Wszystkie gospodarstwa, które posiadają świnie w każdej z tych stref nie mogą wyprowadzać zwierząt z gospodarstwa przez:

  • 40 dni – w strefie zapowietrzonej,
  • 30 dni – w strefie zagrożonej.

 

Oba te okresy mogą zostać skrócone.

Po upływie ww. okresów trzeba zgłosić się do weterynarii z wnioskiem o zezwolenie na transport świń.

Masz pytania? Napisz: pl@slmadwokaci.pl

 

Kontraktacja – czy producent może dostarczyć nieswoje produkty?

Kontraktacja – czy producent może dostarczyć nieswoje produkty?

Nie każda umowa, w której rolnik-producent zobowiązuje się do dostarczenia danych produktów rolnych będzie umową kontraktacji.

Jakie to ma znaczenie? Ano takie, że w umowie kontraktacji producent jest zobowiązany do wyprodukowania i dostarczenia produktów ze swojego gospodarstwa.

Własna produkcja jest więc istotnym elementem umowy kontraktacji. Jest to podstawowa cecha tej umowy, która odróżnia ją w sposób oczywisty od umowy sprzedaży.

Omówmy to na przykładzie.

 

Kontraktacja rzepaku

 

Pan Włodzimierz zobowiązał się w umowie kontraktacji, że będzie dostarczał rzepak spółce M. sp. z o.o. (dalej: “Spółka”) w ilości 400 ton ze zbioru w 2015 roku. Spółka dodatkowo udzieliła rolnikowi kredytu-przedpłaty w wys. 35 tys. zł na zakup nawozów i środków ochrony roślin. W §5 umowy zastrzeżono, że pan Włodzimierz w razie niewywiązania się z dostarczenia takiej ilości rzepaku, zapłaci za zakupione nawozy, ale w kwocie dodatkowo podwyższonej o 100% oraz poniesie podwyższone koszty rzepaku u innego dostawcy.

Strony w maju 2015 r. zawarły aneks do umowy, w którym pan Włodzimierz zobowiązał się do dostarczenia 500 ton rzepaku. W umowie tej ponadto zwiększono też kredyt na nawozy do kwoty 43 tys. zł.

 

Kontraktacja – gdy zaczynają się problemy

 

Jednak na początku lipca pan Włodzimierz informował Spółkę, że z powodu suszy nie będzie w stanie dostarczyć umówionej ilości. Tak się też stało. W sierpniu 2015 roku producent ten dostarczył Spółce rzepak w ilości 390 ton.

W wyniku tego Spółka zapłaciła panu Włodzimierzowi tylko 1,7 tys zł – ponieważ potrąciła sobie z jego należności karę umowną oraz koszty związane z nabyciem brakującej ilości rzepaku. Czy Spółka miała rację?

Nie. Kontraktacja wykazuje charakterystyczną cechę polegającą na zobowiązaniu się jednej strony (producenta rolnego) do określonego procesu produkcyjnego w gospodarstwie rolnym własnym (ale też dzierżawionym lub użytkowanym). Ten proces produkcyjny ma zostać podjęty w celu dostarczenia wyników tejże produkcji drugiej stronie (kontraktującemu).

 

Czym jest umowa kontraktacji?

 

Innymi słowy, przedmiotem kontraktacji nie jest dostawa produktu w ogóle, lecz wyprodukowanie w gospodarstwie producenta rolnego produktu i jego dostarczenie. Własna produkcja jest więc istotnym elementem umowy kontraktacji. Ta podstawowa cecha umowy kontraktacji odróżnia ją w sposób oczywisty od umowy sprzedaży, która obowiązku wyprodukowania przedmiotu sprzedaży nie przewiduje.

W omawianej sytuacji pan Włodzimierz zobowiązał się do do dostarczenia Spółce tylko i wyłącznie 500 ton rzepaku ze zbioru w 2015 roku. Nie ma tu mowy o dostarczeniu ze swojego gospodarstwa. Nie można więc uznać, że była to umowa kontraktacji ale umowa sprzedaży. Pan Włodzimierz mógł więc dostarczyć rzepak pochodzący od innego producenta.

Przedmiot sprzedaży bowiem nie musi istnieć w chwili zawarcia umowy; albo może on dotyczyć rzeczy przyszłej.

 

Kiedy producent ponosi winę?

 

Jeśli więc producent nie mógł dostarczyć wymaganej ilości produktu, to zachodziła niemożność wykonania zobowiązania wskutek okoliczności, za które pan Włodzimierz nie odpowiada.

Dodatkowo – również karę umowną można naliczyć dopiero wówczas, gdyby udowodniono panu Włodzimierzowi winę w opóźnieniu się z wykonaniem zobowiązania. Nie jest więc tak, że automatycznie po przekroczeniu terminu dostawy kontraktujący może naliczyć karę umowną. 

 

Umowa kontraktacji – czy obowiązuje po sprzedaży gospodarstwa?

Umowa kontraktacji – czy obowiązuje po sprzedaży gospodarstwa?

 

Umowa kontraktacji – co się z nią dzieje po sprzedaży gospodarstwa?

 

Opowiem Ci historię rolnika, który udał się do nas na poradę i nie posłuchał nas. Zobacz jak to wyglądało.

Pewien powiat był właścicielem gospodarstwa rolnego, które to gospodarstwo miało zawartą umowę kontraktacji mleka z zakładem mleczarskim – na czas nieokreślony. W pewnym momencie powiat zdecydował się sprzedać gospodarstwo panu Henrykowi.

Przed nabyciem gospodarstwa pan Henryk dokonał jego oględzin. Nie pytał, jakie umowy zostały tam zawarte w przeszłości, bo wydawało mu się, że skoro on ich nie zawarł, to nie musi się niczym martwić. Natomiast pracownik, który reprezentował powiat w tej transakcji, co prawda nie powiedział wprost o umowie kontraktacji, ale poinformował pana Henryka, że “mleko z gospodarstwa jest odstawiane do zakładu mleczarskiego“.

 

Umowa kontraktacji – kiedy zaczynają się kłopoty

 

Pewnego dnia zakład mleczarski zwrócił się do pana Henryka z informacją, że powinien on dostarczyć daną ilośc mleka. Pan Henryk odmówił, ponieważ miesiąc wcześniej zawarł umowę kontraktacji z innym odbiorcą.

Po kilku miesiącach pan Henryk dostał wezwanie do zapłaty kary umownej w wysokości 85 tys. zł za zerwanie umowy kontraktacji z zakładem mleczarskim.

Przyszedł do nas na poradę, podczas której został poinformowany, że niestety zakład mleczarski ma rację i że najlepszym krokiem w tej sytuacji jest podjęcie negocjacji ugodowych z zakładem – żeby cokolwiek ugrać dla pana Henryka – może zmniejszenie kary umownej? Może rozłożenie na raty? Może umorzenie odsetek?

Dlaczego zakład miałby się na cokolwiek godzić? Bo wielu ludzi woli mieć mniejszą kwotę zapłaconą od razu niż iść w proces, który jednak zawsze jest trochę niepewny oraz często długotrwały.

Pan Henryk nas nie posłuchał. Uważał, że skoro nie pokazano mu żadnych “twardych dowodów”, że istniała umowa kontraktacji, to on nie musiał o niczym wiedzieć. A poza tym on żadnej umowy z tym zakładem nie zawierał.

 

Sprawa trafia do sądu i…

 

Pan Henryk został więc pozwany a po kilku rozprawach sąd wydał wyrok. W całości na korzyść zakładu mleczarskiego.

 

Sąd przytoczył art. 625 Kodeksu cywilnego, który brzmi:

Jeżeli po zawarciu umowy kontraktacji gospodarstwo producenta przeszło w posiadanie innej osoby, prawa i obowiązki z tej umowy wynikające przechodzą na nowego posiadacza. Nie dotyczy to jednak wypadku, gdy przejście posiadania było następstwem odpłatnego nabycia gospodarstwa, a nabywca nie wiedział i mimo zachowania należytej staranności nie mógł się dowiedzieć o istnieniu umowy kontraktacji.

 

Sąd uznał też, że mimo iż pan Henryk nie zawierał ani nie widział zawartej umowy kontraktacji, to powinien dołożyć należytą staranność i dowiedzieć się, czy i jakie umowy zostały wcześniej zawarte w ramach tego gospodarstwa.

Sąd uznał również, że pan Henryk sam powinien się zainteresować, na jakiej podstawie następuje zbyt mleka z tego gospodarstwa i czy ten stosunek prawny będzie trwał nadal po zmianie właściciela.

Zasady dotyczące nabywania gospodarstwa są tutaj dosyć podobne do zasad nabywania przedsiębiorstw czy spółek – nabywca przejmuje prawa i obowiązki, które wcześniej zostały nabyte właśnie w ramach danej firmy.

 

Jak się uchronić przed takimi kłopotami?

 

Na przykład – warto wysłać zapytanie do osoby, która zbywa gospodarstwo – czy są zawarte jakieś umowy kontraktacji w ramach gospodarstwa? Zaznaczam, że warto to zrobić pisemnie albo w taki sposób, ażeby łatwo byłoby to później udowodnić, czyli np. przez maila, a przynajmniej SMS. Dobrze jest się skonsultować z prawnikiem, właściwie przy każdej większej transakcji. Kilkaset złotych za analizę sprawy, a można uniknąć problemów na wiele tysięcy złotych.

Swoją drogą, pan Henryk powinien też w procesie sądowym zarzucić, że kara umowna jest zbyt wysoka (wnioskować o tzw. miarkowanie kary umownej) – ale to już historia na inny artykuł:)

 

Ptasia grypa – prewencyjna likwidacja indyków i… brak odszkodowania

Ptasia grypa – prewencyjna likwidacja indyków i… brak odszkodowania

Ptasia grypa.

Historia pewnego hodowcy indyków z lubuskiego, wobec którego Powiatowa Inspekcja Weterynarii w Gorzowie Wlkp. zdecydowała się na likwidację całego stada. Bardzo szybko i pochopnie. Samo uznanie tego gospodarstwa za kontaktowe już było pochopne, bo nie było wystarczających przesłanek.

Nie zdecydowano się na wysłanie próbek do laboratorium w Puławach kiedy zwierzęta były jeszcze żywe, zrobiono to dopiero po zagazowaniu. Co było już zupełnie niezrozumiałe.

Likwidacja stada nastąpiła bardzo szybko i chwilę potem przeprowadzono u hodowcy kontrolę z zasad bioasekuracji nie stwierdzono żadnych naruszeń.

Trzy dni po zagazowaniu, okazało się, że nie było żadnej choroby. Mimo to, postępowanie trwało jeszcze 5 miesięcy, podczas którego hodowca miał nałożony zakaz hodowli i zakaz wstawienia zwierząt.

Co najgorsze – po tych 5 miesiącach wydano decyzję… o całkowitej odmowie wypłaty odszkodowania. Jako argumenty użyto, że nie było wystarczającej ilości mat, że trociny pływały w niecce dezynfekcyjnej, a także inne inne powody, które były tak naprawdę pretekstami. Co więcej – podawano np., że hodowca nie przestrzegał przepisów dotyczących… salmonelli.

Jak to się dalej skończyło – odpowiedź w wideo:

 

 

ASF – odmowa wypłaty odszkodowania za braki w oznakowaniu

ASF – odmowa wypłaty odszkodowania za braki w oznakowaniu

 

ASF – odmowa wypłaty odszkodowania za braki w oznakowaniu

Afrykański Pomór Świń czyli ASF to prawdziwa zmora hodowców trzody. Hodowcy muszą bardzo uważać na obowiązek prawidłowej identyfikacji i oznakowania swoich zwierząt gdyż z tego powodu Inspekcja Weterynaryjna może odmówić wypłaty odszkodowania. Co robić, gdy tak się stanie? Jakie mamy szanse na odzyskanie odszkodowania?

Przede wszystkim – powiatowi lekarze weterynarii czasami wykorzystują takie niedociągnięcia jako pretekst do odmowy wypłaty odszkodowania w całości. Chodzi tu zarówno o braki w oznakowaniu zwierząt, jak i naruszenia zasad bioasekuracji. Takie działanie PLW jest nieprawidłowe.

 

Co jeśli rzeczywiście były braki w oznakowaniu zwierząt?

 

Sądy uznają, że jeśli występują braki w identyfikacji i oznakowaniu danych zwierząt, to odszkodowanie może być pomniejszone o tę właśnie kwotę, która obejmowałaby te właśnie zwierzęta, które były nieprawidłowo oznakowane. Nie można natomiast z tego powodu odmawiać wypłaty w całości – oczywiście chyba że całe stado byłoby nieoznakowane.

 

Sąd Okręgowy w Białymstoku stwierdził np.:

“w sytuacji uboju całego stada zdarzyć się może, że konkretne uchybienia nie dotyczą całego stada, a niektórych tylko zwierząt wchodzących w jego skład. Niezasadne byłoby w takiej sytuacji pozbawienie rolnika odszkodowania także za te zwierzęta, które nie były dotknięte uchybieniami. Rozstrzygając o zasadności powództwa w sprawie należało ocenić, czy postępowanie powoda ze zwierzętami naruszało przepisy o systemie identyfikacji i rejestracji zwierząt, a jeżeli tak, to czy te naruszenie dotyczyło wszystkich zwierząt” (wyrok z 19.10.2018 r., II Ca 462/18).

 

Krzywdząca decyzja o odszkodowaniu – co robić?

 

Co więc należy zrobić w sytuacji, w której dostajemy decyzję Inspekcji Weterynaryjnej, w której odmówiono nam odszkodowania w ogóle albo gdy to odszkodowanie jest zbyt niskie? Złożyć pozew do sądu. Jest to jedyna droga. Żadnych odwołań do weterynarii, bo możesz przez to stracić termin, którego nie da się potem przywrócić. Termin ten wynosi miesiąc od daty doręczenia decyzji.

Bardzo ważne: jeśli nie zgadzamy się z wyceną, to w pozwie trzeba zawnioskować o to, ażeby sąd powołał biegłego rzeczoznawcę. Co do zasady wszystkie dowody, wnioski i twierdzenia powinny zostać ujęte już w pozwie. Staraj się przewidzieć już w momencie konstruowania pozwu, jakie dowody będą Ci potrzebne (świadkowie, dokumenty, przesłuchanie stron itp.).

 

 

 

Zwalczanie choroby zakaźnej – kilka porad na czas postępowania

Zwalczanie choroby zakaźnej – kilka porad na czas postępowania

Zwalczanie choroby zakaźnej u zwierząt – kilka porad

 

Niezależnie, czy jest to grypa ptaków, ASF czy białaczka enzootyczna, postępowanie prowadzone przez Inspekcję Weterynarii jest w zasadzie takie samo w każdym przypadku. Jednocześnie z niepokojem obserwujemy, że hodowcy, u których stwierdzono ognisko chorobowe, mają coraz częstsze problemy z organem, który to postępowanie prowadzi. Czynności prowadzone są wadliwie, uporczywie, na odszkodowania trzeba czekać coraz dłużej, są one przyznawane w zaniżonej wysokości, a nierzadko kończy się całkowitą odmową wypłaty.

 

Z tego powodu zamieszczamy poniżej kilka porad dla hodowców, by choć trochę pomóc im w tej bardzo trudnej sytuacji. Poniższe rady wynikają z sytuacji, z którymi spotykaliśmy się pomagając hodowcom od strony prawnej.

 

Uwagi do protokołu

W trakcie postępowania będą u hodowcy przeprowadzane kontrole oraz szacowanie zwierząt lub zniszczonych rzeczy z nakazu weterynarii. Z tych czynności powinien zostać sporządzony protokół. Hodowca powinien uważnie przeczytać każdy dokument przed jego podpisaniem, a jeśli się z czymś nie zgadza, to powinien napisać swoje uwagi na końcu dokumentu. Nawet gdyby miało to być samo stwierdzenie “Nie zgadzam się z protokołem”. Jeśli ze strony inspekcji napotka jakiekolwiek problemy z naniesieniem swoich uwag, ma prawo odmówić podpisania w ogóle. 

 

Bez pustych rubryk w dokumentach

Zdarza się, że hodowca dostaje do podpisania dokument, w którym widnieją puste rubryki, albo rubryki, które nie są do końca wypełnione. Masz prawo żądać przekreślenia pustych miejsc, żeby później nie zdziwić się, że dziwnym trafem pojawiły się nowe dopiski.

 

Nagrywanie czynności

Każda czynność dokonywana przez funkcjonariusza publicznego może być nagrywana z użyciem dźwięku lub wideo. Inspektor PIW jest funkcjonariuszem publicznym, tak jak policjant. Należy o tym uprzedzić funkcjonariusza przed rozpoczęciem nagrywania. Trzeba też pamiętać, że nagrywanie nie powinno utrudniać prowadzenia czynności przez funkcjonariusza.

 

Oryginały dokumentów

Powinieneś współpracować z inspekcją. Udostęoniać dokumenty i udzielać informacji. Masz jednak prawo, żeby zachować przy sobie oryginały dokumentów. Organ prowadzący postępowanie powinien sporządzić sobie kopię. Masz również prawo do tego, żeby każdy nakaz był wydany na piśmie oraz do podania podstawy prawnej.

 

Na piśmie

Powinieneś domagać się wydania danego nakazu lub żądania na piśmie zwłaszcza wtedy, gdy weterynaria nakazuje Ci zniszczenie danej rzeczy. Mieliśmy do czynienia z sytuacją, gdy PIW nakazał zniszczenie paszy ustnie, dokonał wyceny, a następnie nie wspomniał ani słowem o paszy w decyzji, nie mówiąc już o wypłacie za nią odszkodowania. Stwierdził, że takiego nakazu w ogóle nie było.

 

Zbyt długo trwające postępowania

Zasadą w Kodeksie postępowania administracyjnego (art. 35) jest, że postępowanie powinno trwać:

  • bez zbędnej zwłoki (!),
  • jeśli załatwienie sprawy wymaga postępowania wyjaśniającego, sprawa powinna być załatwiona w ciągu miesiąca (!),
  • chyba że sprawa jest szczególnie skomplikowana – w ciągu dwóch miesięcy.

 

Od razu zaznaczam: organy administracji publicznej zbyt często uznają sprawę za szczególnie skomplikowaną i zbyt często postępowanie jest przedłużane. Jeśli w sprawie dochodzi do bezczynności lub przewlekłości organu – należy wnieść ponaglenie oraz ewentualnie skargę do sądu administracyjnego.

 

Odszkodowania

Jeśli nie zgadzasz się z decyzją dotyczącą odszkodowania – nie wnoś żadnych odwołań do inspekcji, nie pisz wniosków ani skarg do inspekcji. Od daty doręczenia ci decyzji masz tylko miesiąc na wniesienie pozwu do sądu. Jeśli stracisz czas na pisanie pism, które nie są pozwem  – termin przepadnie na amen. Masz prawo nie zgadzać się z decyzją, kiedy nie przyznano ci odszkodowania w ogóle za daną rzecz/stado, jak i wtedy, gdy odszkodowanie jest zaniżone.

 

 

 

Wygrana z państwowym gigantem

Wygrana z państwowym gigantem

 

Do pewnego hodowcy, pana Marcina, zgłosił się przedstawiciel handlowy jednej z największych polskich firm PGE z propozycją, ażeby podpisał z nimi umowę. Pan Marcin poinformował nieznajomego, że ma już podpisaną umowę z innym dostawcą.

Agent uspokoił jednak pana Marcina, że przeanalizuje z nim umowę, żeby sprawdzić, czy może ją spokojnie i bezboleśnie wypowiedzieć.

Po analizie agent stwierdził, że nie ma przeszkód, żeby tę umowę wypowiedzieć i przejść do PGE. Uspokoił go dodatkowo mówiąc, że nawet gdy będą kłopoty, to PGE i tak nie będzie robiło mu problemów z rozwiązaniem umowy.

Pan Marcin tak zrobił i wypowiedział “starą” umowę oraz podpisał nową – z PGE. Dzięki temu miał płacić mniej za prąd. Tak mu obiecano.

Jednak dotychczasowy dostawca poinformował pana Marcina, że jest on w błędzie i jeśli zrezygnuje z ich usług przed końcem 2019 roku, to będzie musiał płacić karę umowną.

Pan Marcin przestraszył się więc i poinformował PGE, że nie może być jeszcze ich klientem, bo nie chce płacić wysokiej kary. Jednocześnie poprosił PGE, aby jedynie przesunąć termin wejścia umowy w życie, bo mimo wszystko chce być wobec nich lojalny i uczciwy.

Pozostałe warunki umowy miały pozostać bez zmian.

Początkowo PGE zgodziła się. Strony miały jedynie dopiąć formalności, jednak z czasem kontakt z nimi był coraz trudniejszy. Czas mijał, a wobec pana Marcina zbliżał się termin zawarcia umowy na kolejny rok.

Wobec braku konkretnej odpowiedzi ze strony PGE, musiał znowu podpisać umowę z dotychczasowym dostawcą – na dużo gorszych warunkach, niż gdyby podpisał ją wcześniej.

 

Do zapłaty 40.000 zł

 

Nieoczekiwanie pan Marcin dostał z PGE wezwanie do zapłaty kary umownej. Na kwotę 40.000 zł. Mimo iż nie otrzymał od nich ani jednego dżula energii.

Pan Marcin zwrócił się do nas. Smutny i zrozpaczony. Napisaliśmy obszerne pismo do PGE – z wnioskiem o anulowanie kary oraz podpisanie nowej umowy – na kolejny rok. Nawet wieloletniej.

Po tym piśmie zadzwonił do mnie pracownik PGE – powiedział, że zgadzają się na takie rozwiązanie. Taką samą rozmowę odbył z panem Marcinem. Wyglądało, że wszystko się dobrze skończy już na tym etapie.

Nie doszło jednak do podpisania żadnego porozumienia. Jedynym dokumentem, jaki wówczas dostaliśmy był pozew. Wielki państwowy moloch, dla którego odpuścić 40.000 zł to jak splunąć – pozywa uczciwego przedsiębiorcę.

Analizując umowę – zapis dotyczący kary umownej oraz jej wysokości był jasny. Pomimo iż umowa była oczywiście napisana tak drobnym drukiem oraz tak skomplikowana, że ja sam miałem duże trudności, by się w niej połapać. Jednak rzeczywiście wynikała z niej właśnie taka wysokość kary umownej.

Jednak po drugiej stronie – pan Marcin nie zasłużył na to, aby ją płacić. Zachował się uczciwie do samego końca. W przeciwieństwie do PGE.

 

Wyrok sądu

 

Sprawę wygraliśmy. W całości. Najpierw przyznał nam rację sąd I instancji, a potem sąd apelacyjny. Bo oczywiście PGE musiała się odwołać, nie mogła popuścić uczciwemu hodowcy.

Pan Marcin nie musi nic płacić.

To nie jest jedyna taka sprawa, w której Dawid wygrywa z Goliatem. Na naszym koncie jest już wiele wygranych z wielkimi firmami, instytucjami, korporacjami. Naszą tajemnicą jest solidna praca.

 

Ptasia grypa – czy zwierzęta muszą być zamknięte?

Ptasia grypa – czy zwierzęta muszą być zamknięte?

Jakby było mało w Polsce chorób zakaźnych, pojawił się kolejny problem, tym razem związany z wysoce zjadliwą grypą ptaków. Wykrycie jednego chorego zwierzęcia powoduje właściwie konieczność likwidacji całego stada. 

 

Do tej pory rozprzestrzenianie się ptasiej grypy miało początek od dzikich ptaków, z których wirus przenosił się na ptactwo przydomowe, a następnie trafiał do hodowli. W tym roku jednak – nie wiedzieć czemu – wirus “przeskoczył” bardzo szybko do indyków i kur niosek trzymanych w zamkniętych budynkach.

Coraz częściej pojawia się tutaj pytanie, czy trzymanie na wybiegach takich ptaków jak gęsi nie narusza obowiązków bioasekuracyjnych, nałożonych na hodowców odpowiednimi przepisami?

 

Co mówią przepisy?

 

Odpowiem wprost: obecnie nie obowiązuje na terenie całego kraju nakaz trzymania drobiu w zamkniętych pomieszczeniach. Obowiązujące rozporządzenie nakazuje bowiem m.in:

  • utrzymywanie drobiu w sposób ograniczający jego kontakt z dzikimi ptakami,
  • utrzymywanie drobiu w sposób wykluczający jego dostęp do zbiorników wodnych, do których dostęp mają dzikie ptaki,
  • przechowywanie paszy dla ptaków w sposób zabezpieczający przed kontaktem z dzikimi ptakami oraz ich odchodami,
  • karmienie i pojenie drobiu oraz ptaków utrzymywanych w niewoli w sposób zabezpieczający paszę i wodę przed dostępem dzikich ptaków oraz ich odchodami.

 

Jednocześnie to samo rozporządzenie zakazuje:

  • pojenia drobiu oraz ptaków utrzymywanych przez człowieka wodą ze zbiorników, do których dostęp mają dzikie ptaki,
  • wnoszenia i wwożenia na teren gospodarstwa, w którym jest utrzymywany drób, zwłok dzikich ptaków lub tusz ptaków łownych.

 

Oczywiście dochodzą do tego inne obowiązki typu wyłożenie mat dezynfekcyjnych, stosowanie odzieży ochronnej itd. Niemniej jednak – nie ma generalnego obowiązku trzymania zwierząt w zamkniętych budynkach. 

 

Ograniczenie to nie zamknięcie

 

Ustawodawca kładzie więc nacisk na ograniczenie kontaktu zwierząt z dzikim ptactwem, a jeśli chodzi o paszę i źródło wody dostępnej dla dzikich zwierząt – o zabezpieczenie i wykluczenie takiej możliwości. 

Obowiązek trzymania zwierząt w zamkniętych budynkach obowiązywał we wcześniejszym rozporządzeniu, które zostało później uchylone – przez obecne rozporządzenie. Można stwierdzić – nie bez powodu. 

Dopiero w razie stwierdzenia wystąpienia grypy ptaków (lub przyjęcia zawiadomienia o podejrzeniu wystąpienia tej choroby) mogą zostać wydane konkretne nakazy, zgodnie z innym rozporządzeniem – w sprawie zwalczania grypy ptaków.

Nakazy te polegają na odosobnieniu drobiu lub innych ptaków w kurnikach czy też w innych zamkniętych miejscach. Jeżeli niemożliwe jest takie odosobnienie zwierząt z uwagi na ich dobrostan, powiatowy lekarz weterynarii nakazuje umieszczenie posiadanych ptaków w innym miejscu w gospodarstwie ale w sposób:

  • uniemożliwiający kontakt z drobiem lub innymi ptakami utrzymywanymi w innych gospodarstwach;
  • ograniczający ich kontakt z dzikimi ptakami.

 

Zalecenia GLW

 

Warto jeszcze wspomnieć, że na stronie internetowej opublikowane zostały zalecenia Głównego Lekarza Weterynarii, w których zawarto zalecenie dla przemysłowych hodowców drobiu polegające na przetrzymywaniu ptaków w odosobnieniu lub na wolnej, ogrodzonej przestrzeni, ale pod warunkiem ograniczenia kontaktu z dzikim ptactwem. 

 

Ptasia grypa – jak powinno się ustalać odszkodowanie?

Ptasia grypa – jak powinno się ustalać odszkodowanie?

Jak co roku o tej porze rozpoczął się sezon na wystąpienie wysoce zjadliwej grypy ptaków. I jak co roku – przy postępowaniu w sprawie zwalczania choroby zakaźnej zwierząt – występuje wiele problemów związanych z ustaleniem prawidłowej wysokości odszkodowania.

 

Kiedy przysługuje odszkodowanie od Skarbu Państwa?

 

Przypominam, że odszkodowanie przysługuje za:

  • wybrane zwierzęta, owady i ryby zabite, padłe lub poddane ubojowi w wyniku zastosowania nakazów Inspekcji Weterynaryjnej,
  • produkty pochodzenia zwierzęcego, jaja wylęgowe, pasze oraz sprzęt – zniszczone również z nakazów Inspekcji
  • faktycznie poniesione wydatki związane z zabiciem lub ubojem, transportowaniem zwierząt lub zwłok zwierzęcych albo unieszkodliwieniem tych zwłok.

Zwierzęta, za likwidacje których przysługuje odszkodowanie, zostały wprost wskazane w ustawie i nie będę ich teraz tutaj wymieniał, zresztą prawdopodobnie każdy hodowca wie, czy zalicza się do tej grupy poszkodowanych osób.

 

Jak powinno wyglądać szacowanie zwierząt?

 

Szacowanie zwierząt powinno się odbywać w zasadzie przed ich likwidacją, jednak w praktyce najczęściej powiatowy lekarz weterynarii najpierw nakazuje zabicie, a dopiero potem zwołuje zespół szacujący składający się z niego samego oraz dwóch dodatkowych rzeczoznawców. Każdy z nich podaje swoją cenę. 

W rzeczywistości jednak często dwóch “zewnętrznych” rzeczoznawców jest pod wpływem sugestii czynionych przez PLW i zdarza się, że cena jest taka sama we wszystkich trzech przypadkach. Jest to działanie nieprawidłowe i jeśli ustalona cena odbiega od rzeczywistej wartości rynkowej, jaka się należy hodowcy, należy złożyć pozew do sądu. Termin jednak jest bardzo krótki, bo pozew trzeba złożyć w ciągu miesiąca od doręczenia decyzji o odszkodowaniu.

 

Nieprawidłowości przy szacowaniu

 

W swojej praktyce spotkałem się z sytuacjami, w której zespół szacujący dokonywał ustalenia ceny za 1 sztukę (lub kilogram) zwierzęcia posiłkując się jedynie danymi z Krajowej Rady Drobiarstwa lub z biuletynu wydawanego przez Ministerstwo Rolnictwa pt. “Rynek mięsa drobiowego. Zintegrowany System Rolniczej Informacji Rynkowej”, gdzie oznaczona została rzekoma wartość rynkowa danych zwierząt.

Takie działanie również jest nieprawidłowe. Te dane mogą stanowić jedynie posiłkowe źródło informacji dla PLW, nie są to żadne odgórne wytyczne. Nawet nie mogą nimi być, bo przepis stanowi, że wartość rynkową zwierzęcia podlegającego szacowaniu ustala się, uwzględniając MIĘDZY INNYMI: aktualną cenę rynkową zwierzęcia w dniu szacowania ORAZ informacje określone w przepisach w sprawie zbierania danych rynkowych. 

 

Jak to jest ze sprzedażą na rynki zagraniczne?

 

Oczywiście jest wielu hodowców i producentów, którzy posiadane zwierzęta sprzedają na rynki zewnętrzne i mają podpisane umowy z zewnętrznymi podmiotami. Przykładowo w Niemczech cena za 1 kg żywca jest dużo wyższa niż średnia cena w Polsce. Powiatowy lekarz weterynarii wraz z rzeczoznawcami powinien to uwzględnić, zwłaszcza, gdy hodowca przedłoży podpisane umowy kontraktacji z jasno określoną ceną.

W lipcu 2019 roku Sąd Najwyższy rozpoznawał właśnie taką sprawę wystąpienia grypy ptaków u hodowcy indyków, który od 10 lat współpracował z pewną niemiecką firmą. Początkowo powiatowy lekarz weterynarii ustalił wartość rynkową indyków dużo niższą (3,1439 zł/kg) niż cena, po której hodowca sprzedawał zwierzęta (1,422 euro/kg). Cenę PLW ustalił w oparciu o dane z “Rynku mięsa drobiowego” nr 01/2017 z dnia 5 stycznia 2017 r. Hodowca złożył pozew do sądu.

Najpierw sąd rejonowy a potem okręgowy stwierdziły, że ustalona wartość rynkowa jest odpowiednia i że została prawidłowo ustalona w oparciu o ogólną cenę krajową. Sprawa ostatecznie trafiła do Sądu Najwyższego.

Sąd Najwyższy stwierdził natomiast, że nie ma podstaw do przyjęcia wartości rynkowej w oparciu o rynek niemiecki ALE zarówno nie jest prawidłowe przyjęcie ogólnokrajowej ceny polskiej jako jedynej słusznej wartości. Okoliczność, że hodowca prowadzi działalność w regionie, w którym wielu producentów ma zawarte umowy kontraktacji właśnie na terenie Niemiec może przekładać się na cenę rynkową w tym regionie, a w konsekwencji na wartość rynkową zwierząt.

Zdaniem Sądu Najwyższego, określenie wartości rynkowej powinno skupiać się właśnie na rynku lokalnym, a nie krajowym. Na rynku krajowym mogą bowiem zachodzić znaczne różnice w cenach drobiu pomiędzy makroregionami czy regionami, co wynika chociażby z danych zawartych w zintegrowanym systemie rolniczej informacji rynkowej.

Tym samym Sąd Najwyższy zasugerował, że nie jest możliwe przyjęcie ceny z rynku niemieckiego i tylko na tej podstawie żądanie wyższego odszkodowania. Natomiast w sytuacji, w której na danym terenie, rynku lokalnym, jest wielu hodowców, którzy sprzedają zwierzęta na rynek niemiecki, to możliwe jest przyjęcie ceny wyższej niż ogólnokrajowa i właściwie może ona być równa tej, po której hodowca sprzedawał wcześniej za zachodnią granicę. Jednym zdaniem: odszkodowanie za prewencyjne weterynaryjne zabicie zwierząt ma odpowiadać miejscowym cenom.

 

Czym jest wartość rynkowa?

 

Warto jeszcze podkreślić, że „wartość rynkowa” niekoniecznie oznacza cenę rynkową samego zwierzęcia. W przypadku na przykład kur niosek wartością dodaną z ich posiadania nie są kury same w sobie, ale znoszone przez nich jajka i dopiero właśnie sprzedaż tychże jaj przynosi hodowcy zysk. 

Przynajmniej w niektórych przypadkach, jak chociażby właśnie w przypadku hodowli ukierunkowanej na sprzedaż jaj czy mleka, odszkodowanie powinno zostać wypłacone w dużo wyższej wysokości niż to, które jest przyznawane przez Inspekcję Weterynarii. 

Mój pogląd został potwierdzony kilkoma wyrokami w sprawach, które prowadziłem i udało się uzyskać dla hodowcy dużo wyższe odszkodowanie niż to wypłacone początkowo przez PIW.

 

Dlaczego jesteś w niebezpieczeństwie?

Dlaczego jesteś w niebezpieczeństwie?

Niby Twój biznes dobrze sobie radzi, ale w życiu zdarzają się różne sytuacje, nawet epidemie…

Nawet jeśli nie rozłoży Cię koronawirus, to problemy finansowe w Twojej branży mogą się pojawić – teraz lub za jakiś czas. Nikt nie wie, jakie skutki gospodarcze będzie miała w przyszłości ta obecna sytuacja.

Nikt nie wie, czy nie będzie kolejnych piątek dla zwierząt. Nie musisz popełnić błędu przy prowadzeniu biznesu, po prostu świat się może zmienić i nie musi być w tym Twojej winy.

 

Zaciągnięte kredyty czy inne zobowiązania mogą być dla Ciebie coraz większym problemem. Jeśli prowadzisz swoje gospodarstwo w formie jednoosobowej działalności, to te problemy mogą Cię wykończyć, może nawet będą z Tobą do końca życia… Jest ryzyko, że zarówno Ty jak i Twoja żona będziecie spłacali swoje zobowiązania do końca życia – ponieważ jednoosobowy przedsiębiorca tak naprawdę nie ma firmy, to on jest firmą i odpowiada za wszystkie swoje zobowiązania całym swoim majątkiem – także tym majątkiem wspólnym, małżeńskim. Bo to jest także jego majątek.

 

 

Czy można się zabezpieczyć przed takimi problemami?

 

Można.

Jednoosobowa działalność jest dobrym rozwiązaniem na start. Kiedy Twój biznes dopiero raczkuje, nie zatrudniasz więcej niż kilku pracowników, nie masz jeszcze żadnych kredytów, dotacji.

Jeśli jednak Twoja działalność ma już większe rozmiary, to musisz pomyśleć o przekształceniu swojej jednoosobowej działalności w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Już sama nazwa “ograniczona odpowiedzialność” wskazuje, jakie zalety ma taka spółka.

 

 

Czym jest spółka z o.o.?

 

Spółka z o.o. w świetle prawa jest osobnym podmiotem. W przeciwieństwie do jednoosobowej działalności, w której tak naprawdę nie masz osobnej firmy – to Ty jesteś firmą. Wciąż jesteś Janem Kowalskim, który po prostu dostał pozwolenie na to, aby prowadzić działalność. Dlatego za zaciągnięte zobowiązania będziesz odpowiadał jak każda inna osoba fizyczna – całym swoim majątkiem i bez ograniczeń.

Co więcej, jesteś w dużo gorszej sytuacji niż Jan Kowalski, który nie prowadzi działalności i bierze sobie kredyt, bo Ty jako przedsiębiorca ponosisz dużo większe ryzyko i masz dużo większe kredyty. Natomiast w spółce z o.o. jest możliwość uniknięcia odpowiedzialności za długi spółki.

Załóżmy, że spotka Cię coś nieoczekiwanego, np. pożar, który doszczętnie zniszczy Twoje gospodarstwo, a ubezpieczyciel uzna, że akurat taki przypadek nie podlega pod Twoją polisę.

 

Inne zalety spółki z o.o.

 

Spółka z o.o. ma także inne plusy.

  • jest możliwość niepłacenia składek ZUS,
  • dziedziczenie udziałów spółki,
  • stajesz się dla banków klientem korporacyjnym, a więc masz nowe możliwości zyskania finansowania,
  • spółkę można w każdej chwili sprzedać,
  • po przekształceniu spółka zachowuje wszystkie zezwolenia, które nabyłeś wcześniej jako jednoosobowy przedsiębiorca.

 

Jeśli natomiast wydaje Ci się, że w spółce z o.o. jest podwójne opodatkowanie, to odpowiem Ci, że na wszystko jest sposób. Możesz być na przykład powołany na stanowisko członka zarządu.

Po drugie, od 2021 r. spółki z o.o., które w poprzednim roku podatkowym nie osiągnęły przychodu większego niż 2.000.000 euro mogą płacić tylko 9% podatku dochodowego CIT.

Sprzedaż zwierząt – odpowiedzialność sprzedawcy cz. 2

Sprzedaż zwierząt – odpowiedzialność sprzedawcy cz. 2

Zobacz też: Część 1 artykułu

 

Wada czy nie wada?

 

Ciekawa jest natomiast sytuacja, kiedy zostaje nam wydane inne zwierzę niż to, którego się spodziewaliśmy albo kiedy stado liczy mniejszą ilość osobników niż powinno. Oczywiście w tej sytuacji możemy się domagać wydania zwierzęcia, które zostało określone w naszej umowie, ale już nie w ramach przepisów o rękojmi, ale przepisów mówiących o niewykonaniu zobowiązania

Dlatego ważne jest, ażeby w umowie dokładnie określić i opisać zwierzę/stado zwierząt, które kupujemy. 

Oczywiście w niektórych przypadkach niewidoczne na zewnątrz wady mogą się bowiem objawić wraz z jego wiekiem i jest to kwestia prawidłowego rozwoju zwierzęcia.

Inną wadą jest np. nieodpowiedni wiek zwierzęcia lub cechy, które są niezgodne z wzorcem danej rasy.

 

 

Uprawnienia sprzedającego

 

Co może zrobić hodowca w przypadku wykrycia wady?

Kupujący ma możliwość żądania dostarczenia zwierzęcia wolnego od wad, ale są tu pewne ograniczenia (sprzedający może odmówić, jeżeli dostarczenie rzeczy wolnej od wad jest niemożliwe albo wymagałoby nadmiernych kosztów).

Zatem najważniejszymi uprawnieniami w przypadku wykrycia wady u zwierząt są żądanie obniżenia ceny lub odstąpienie od umowy.

Z którego uprawnienia skorzystać? Trzeba to rozważyć za każdym razem, bo każda sytuacja jest inna.

 

 

Jak może bronić się sprzedawca?

 

3 okoliczności, które spowodują, że sprzedawca nie będzie odpowiedzialny za wadę zwierzęcia: siła wyższa, wyłączna odpowiedzialność osoby trzeciej, wyłączna odpowiedzialność kupującego.

Sprzedający może również podnosić przyczynienie się kupującego do powstania wady.

Może również wykazywać, że kupujący za późno zawiadomił o wadzie, a powinien to zrobić niezwłocznie w przypadku sprzedaży pomiędzy przedsiębiorcami. Cały termin rękojmi wynosi 2 lata.

 

 

Nadchodzące zmiany

 

Warto jeszcze zaznaczyć, że od 2021 roku wejdą w życie zmiany i opisane powyżej zasady ulegną zmianom – na korzyść kupujących-jednoosobowych przedsiębiorców. Wówczas sprzedający będzie zobowiązany do udzielenia odpowiedzi na reklamację w terminie 14 dni oraz kupujący nie będzie miał obowiązku zbadania kupowanej rzeczy/zwierzęcia, a także niezwłocznego zawiadomienia o wykrytej wadzie.

 

 

 

Sprzedaż zwierząt – odpowiedzialność sprzedawcy cz. 1

Sprzedaż zwierząt – odpowiedzialność sprzedawcy cz. 1

 

Z jednej strony do zwierząt odnoszą się przepisy o rzeczach, ale z drugiej strony trzeba je traktować inaczej niż rzeczy… A przepisy nie są proste, mam nadzieję, że choć trochę Wam wyjaśnię w tym artykule.

 

 

Wina sprzedającego

 

Zgodnie z przepisami mówiącymi o rękojmi sprzedawca zwierzęcia odpowiada za wady w sposób absolutny.

Oznacza to, że nie ma znaczenia, czy ponosi on winę w tym, że zwierzę jest chore/wadliwe albo czy wiedział o tym, że jest chore/wadliwe w momencie wydania zwierząt. 

Z chwilą wydania zwierzęcia na kupującego przechodzą korzyści i ciężary związane z tym, co kupił oraz niebezpieczeństwo przypadkowej utraty lub uszkodzenia zwierzęcia — z zastrzeżeniem, że strony w ramach swobody kontraktowania nie zastrzegły innej chwili przejścia korzyści i ciężarów.

 

 

Zbadanie zwierzęcia

 

Bardzo ważne: utrata uprawnień z tytułu rękojmi przez kupującego następuje w przypadku niezbadania rzeczy w czasie i w sposób przyjęty przy rzeczach danego rodzaju oraz niezawiadomienia sprzedawcy o wadzie w sposób niezwłoczny, a w przypadku gdy wada wyszła na jaw dopiero później — niezwłocznie po jej stwierdzeniu.

Kupujący powinien więc “sprawdzić zwierzę, które kupił.

Jednak z naszego doświadczenia wynika, że sądy niekoniecznie wymagają, ażeby kupujący za każdym razem sprowadzał weterynarza w celu zbadania każdej sztuki zwierząt, którą właśnie odebrał. Kupujący powinien przynajmniej kupowane zwierzę dobrze obejrzeć 😉

 

 

Zapewnienia sprzedającego

 

Bardzo ważne, a może nawet decydujące są tu zapewnienia poczynione przez sprzedającego i informacje przekazane kupującemu jeszcze przed zawarciem umowy.

Wadą fizyczną jest więc również brak u danego zwierzęcia celu oznaczonego w umowie oraz celu, o którym kupujący poinformował sprzedającego podczas zawierania umowy.

 

 

Przykład

 

Przykładowo: sprzedający zapewnia, że u sprzedawanej przez niego rasy gęsi nieśność wynosi 50 jaj na sezon, a tymczasem gęsi znoszą tylko 40 jaj na sezon.

Za to, by uznać to za wadę wystarczy, że sprzedający wiedział w jakim celu kupujący nabywa zwierzę i nie zgłosił kupującemu, że może być inaczej niż ten tego oczekuje.

Właściwie to za wadę można uznać każde niepożądane zachowanie zwierzęcia.

Bardzo ważne jest więc to, o czym sprzedawca zapewniał kupującego, chociażby ustnie!

 

Za tydzień część druga!

 

 

Zwierzęta jednak mogą się zarazić koronawirusem

Zwierzęta jednak mogą się zarazić koronawirusem

Jeszcze niedawno rząd groził restrykcjami wobec osób, które głosiły, że zwierzęta nie mogą chorować na koronawirusa, a tu proszę, okazuje się, że jednak mogą.

Po tym, jak w nowojorskim zoo koronawirusem został zarażony tygrys, amerykańskie ministerstwo rolnictwa zaleciło ograniczenie kontaktu ze zwierzętami osobom zakażonym koronawirusem lub które podejrzewają, że mogły zostać zakażone.

Wcześniej w Belgii tę chorobę wykryto u kota. Natomiast w Hongkongu COVID-19 wykryto u owczarka niemieckiego. Jednocześnie belgijski komitet naukowy stwierdził, że ryzyko zainfekowania koronawirusem ze zwierzęcia na człowieka jest znikome.

Cóż, chyba właśnie tak ta pandemia się zaczęła…?

Wszystko jednak na to wskazuje, że to ludzie zarażają zwierzęta, dlatego hodowca powinien być wyjątkowo ostrożny i nie zapominać o zasadach higieny, w tym o częstym i dokładnym myciu rąk.

 

 

Kto ma się opiekować zwierzętami?

 

Tym samym staje się nieaktualny komunikat Głównego Inspektoratu Weterynarii, że nie ma dowodów naukowych świadczących o przenoszeniu się wirusa SARS-CoV-2 na zwierzęta domowe i gospodarskie. Ostatnie newsy donoszą, że zwierzęta jednak mogą się zarazić koronawirusem.

Jednocześnie GIW zaznacza, że sprawą oczywistą jest, że zwierzęta nie mogą zostać bez opieki. Jeżeli więc osoby będące na kwarantannie, zgodnie z nakazami Inspekcji Sanitarnej nie mogą opuszczać domu i zajmować się zwierzętami w obejściu, powinny zgłosić to do urzędu gminy.

“Urząd gminy będzie musiał znaleźć rozwiązanie w zależności od okoliczności, tj. albo skierować do gospodarstwa osoby, które będą mogły opiekować się zwierzętami, albo znaleźć miejsce, w które będzie można przenieść zwierzęta”.

Zobacz też:

Druga tarcza antykryzysowa – więcej osób skorzysta

Produkcja żywności w czasie epidemii

 

 

 

Druga tarcza antykryzysowa – więcej osób skorzysta

Druga tarcza antykryzysowa – więcej osób skorzysta

 

Rząd przygotował projekt drugiej tarczy antykryzysowej. Na zmianach skorzysta teraz więcej przedsiębiorców.

 

Rolnicy uwzględnieni w tarczy

 

Przewidziane niewielke wsparcie dla rolnika, który został skierowany na przymusową kwarantannę czy choćby został tylko poddany nadzorowi epidemiologicznemu, a także który wskutek epidemii koronawirusa trafi do szpitala, będzie mógł się starać o 1300 zł zasiłku.

Niewiele, ale zawsze coś. Zasiłek ten ma dotyczyć zarówno samego rolnika – właściciela gospodarstwa rolnego jak i domowników, którzy pracują z nim na tym gospodarstwie.

 

Zwolnienie ze składek ZUS

 

W pierwszej wersji “tarczy” przewidziano zwolnienie ze składki ZUS dla przedsiębiorców zatrudniających do 9 pracowników. Według zapowiedzi, w nowej wersji “tarczy” zakres uprawnionych przedsiębiorców ma się poszerzyć do tych, którzy zatrudniają do 49 pracowników.

Zobacz:

Kto może liczyć na zwolnienie ze składek ZUS?

Ale ale! Ten zapis może być tylko trikiem i w rzeczywistości niewiele w tej kwestii nie zmienić. Chodzi o przepis, który stanowi, że przedsiębiorca zatrudniający do 49 pracowników nie musi za nich płacić składek. Tyle, że w kolejnym zdaniu czytamy, że zwolnienie “dotyczy mniej niż 10 ubezpieczonych” – czyli pierwszych 9 pracowników“…

W tej sytuacji, gdyby taki zapis pozostał, więcej przedsiębiorców (czyli zatrudniający do 49 pracowników) mogłoby skorzystać ze zwolnienia ze składek ZUS “za siebie”, ale za pracowników – tylko za pierwszych dziewięciu.

 

Poczta otworzy nasze listy

 

Od pewnego czasu można sobie na poczcie zamówić usługę otwierania listu i przesyłania skanu na maila. Teraz takie czynności będą powszechne, ale będą dotyczyły tylko listów urzędowych, sądowych, komorniczych.

W drugiej wersji tarczy antykryzysowej przewidziano też nielimitowany dostęp do stron internetowych, które umożliwiają zdalną diagnostykę lekarską (telemedycyna) oraz nauczanie online.

Więcej tutaj: https://www.gov.pl/web/tarczaantykryzysowa

 

 

Kto może liczyć na zwolnienie ze składek ZUS?

Kto może liczyć na zwolnienie ze składek ZUS?

W związku z wystąpieniem w naszym kraju koronawirusa, Sejm łaskawie przegłosował zwolnienie ze składek ZUS za okres 3 miesięcy – ostatecznie poszerzono zakres przedsiębiorców, którzy będą mogli liczyć na taką pomoc. Okazało się zatem, że będzie można liczyć nie tylko na odroczenie płatności, ale na całkowite zwolnienie z tych składek.

 

 

Kto może liczyć na zwolnienie z płacenia składek?

 

Do takiej pomocy kwalifikują się:

  • jednoosobowi przedsiębiorcy,
  • przedsiębiorcy zatrudniający do 9 pracowników.

Pod warunkiem, że prowadzili swoją działalność jeszcze przed 1 lutego 2020 r.

 

 

Jakie kryteria trzeba spełnić?

 

Osoby prowadzące działalność jednoosobową, które nikogo nie zatrudniają, będą mogły być zwolnione pod warunkiem, że miesięczny przychód był niższy od trzykrotności prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia, czyli od kwoty 15 681 zł.

Jakiego miesiąca dotyczył będzie ten przychód? Miesiąca, za który składany jest wniosek o zwolnienie ze składek, czyli jeśli wniosek jest składany za okres marzec-maj 2020 r., to musimy wykazać, ze przychód w marcu nie przekroczył kwoty 15 681 zł.

Analogicznie, jeżeli składamy wniosek za okres kwiecień-maj 2020 r., to musimy wykazać, ze przychód w kwietniu nie przekroczył tej kwoty.

 

 

Jest też jeszcze lepsza wiadomość.

 

Jeśli jesteś przedsiębiorcą, który jest również płatnikiem składek za inne osoby (max. 9 osób), to również załapiesz się na 3-miesięczne zwolnienie ze składek ZUS, i to niezależnie od wysokości osiągniętego przychodu. Zwolnienie będzie obejmować zarówno składki opłacane “za siebie”, jak i “za pracowników”.

 

 

Jakie rodzaje składek podlegają zwolnieniu?

 

Zwolnienie ze dotyczy następujących rodzajów składek na:

  • ubezpieczenie społeczne (składka emerytalna, rentowa, chorobowa i wypadkowa),
  • Fundusz Pracy,
  • Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych,
  • Fundusz Emerytur Pomostowych,
  • Fundusz Solidarnościowy,
  • ale także na ubezpieczenie zdrowotne.

Plusem jest jeszcze to, że ten okres będzie się liczył do okresu składkowego do emerytury – składki będą bowiem opłacane przez Skarb Państwa. Trzeba w związku z tym składać deklaracje ZUS DRA i raporty imienne ZUS RCA tak samo jak w sytuacji, gdyby te składki były wciąż opłacane przez przedsiębiorcę. KONIECZNIE! (biurokracji w tym kraju nigdy za wiele…)

 

 

 

 

Produkcja żywności w czasie epidemii

Produkcja żywności w czasie epidemii

 

Na stronie Głównego Inspektoratu Weterynarii ukazały się informacje dotyczące rozprzestrzeniania się koronawirusa za pośrednictwem żywności – takie są wyniki badań Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA).

 

 

Zalecenia GIW

 

Opublikowane zostały także najważniejsze zalecenia dla producentów żywności:

 

1. Przeanalizuj wewnętrzne procedury czyszczenia i dezynfekcji powierzchni roboczych, podłóg, maszyn, ale także innych powierzchni takich jak biurka i stoły oraz przedmiotów np. telefonów, klawiatur, i jeśli to wymagane zwiększ częstotliwość wykonywanych zabiegów oraz zmień środki dezynfekujące. Środki dezynfekcyjne stosuj zawsze zgodnie z zaleceniami producenta.

 

2. Połóż nacisk na stosowanie ogólnych zasad higieny. Promuj regularne i dokładne mycie rąk przez pracowników (również biurowych), kierowców, dostawców, serwisantów, kontrahentów i klientów. Upewnij się, że nie tylko pracownicy, ale też pozostałe osoby mające wstęp na teren zakładu mają dostęp do miejsc, w których mogą myć ręce. Zapewnij dozowniki ze środkiem dezynfekującym do rąk w widocznych miejscach w miejscu pracy. Upewnij się, że dozowniki te są regularnie napełniane.

 

 

3. Nałóż na pracowników obowiązek informowania o złym stanie zdrowia. Nie dopuszczaj do kontaktu z surowcem lub produktem osób, które mają nawet łagodny kaszel albo gorączkę (37.3 C lub więcej). Dotyczy to również osób, które przyjmują leki zawierające substancje takie jak: paracetamol/acetaminophen, ibuprofen lub aspiryna, gdyż mogą one maskować objawy choroby. Możesz też zakupić termometry czołowe i dokonywać pomiaru temperatury na wejściu do zakładu, w tym w odniesieniu do kierowców firm zewnętrznych i osób z poza firmy.

 

4. Wprowadź politykę dotyczącą krajowych podróży służbowych. Główny Inspektor Sanitarny rekomenduje zaniechanie jakichkolwiek podróży! Od niedzieli 15 marca br. na 10 dni zawieszone zostały międzynarodowe pasażerskie połączenia lotnicze i kolejowe oraz wprowadzony został zakaz wjazdu do Polski dla cudzoziemców.

 

5. Przygotuj procedurę na wypadek kiedy któryś z pracowników zachoruje (uwzględnij możliwość odizolowania takiej osoby w oddzielnym pomieszczeniu, konieczność ograniczenia kontaktów takiej osoby z innymi pracownikami, sposób informowania Państwowej Inspekcji Sanitarnej o podejrzeniu choroby).

 

6. Przygotuj plan w jaki sposób utrzymać działalność firmy, nawet jeśli znaczna liczba pracowników, kontrahentów i dostawców nie będzie mogła przyjść/przyjechać do twojego zakładu, czy to z powodu choroby czy też lokalnych ograniczeń w przemieszczaniu.

 

Źródło: Główny Inspektorat Weterynarii

 

 

Odszkodowanie za ptasią grypę

Odszkodowanie za ptasią grypę

Odszkodowanie za ptasią grypę

 

 

Hodowcy drobiu, którym nakazano likwidację stada z powodu wystąpienia ptasiej grypy, powinni pamiętać, że za tę likwidację należy im się odszkodowanie od Skarbu Państwa.

Odszkodowanie za ptasią grypę jest wypłacane po dokonaniu oszacowania przez powiatowego lekarza weterynarii oraz dwóch powołanych przez niego hodowców. Odszkodowanie powinno być wypłacone w wysokości wartości rynkowej zlikwidowanego stada. Tak to wygląda w teorii.

 

 

Odszkodowanie w praktyce

 

 

W praktyce rzeczoznawcy powołani przez powiatowych weterynarzy często nie znają się na hodowli drobiu albo są źle przygotowani do dokonania wyceny.

Każda drobna pomyłka może być dla hodowcy bardzo kosztowna. Np. w przypadku gospodarstwa, w którym zlikwidowano 50 tysięcy zwierząt, pomyłka przy wycenie o 1 zł za kurę powoduje stratę hodowcy w wysokości 50 tys. zł.

Często też nie biorą pod uwagę wszystkich ważnych składników. Np. w przypadku kur niosek powiatowy lekarz weterynarii powinien wziąć pod uwagę również nieuzyskane korzyści z tytułu sprzedaży jaj – z praktyki wiem, że nigdy to nie jest brane pod uwagę przez PIW i odpowiednie odszkodowanie jest możliwe tylko w sądzie.

 

 

Tylko 30 dni na odwołanie do sądu!

 

 

Trzeba tutaj pamiętać, że do momentu wydania decyzji mamy tylko 30 dni na to, aby się odwołać do sądu.

Zobacz też: Rekordowe odszkodowanie za salmonellę

 

 

Odszkodowanie albo rekompensaty

 

Niezależnie od ww. odszkodowań, został również uruchomiony w 2017 r. program pomocowy, który przewiduje wypłaty rekompensat. dla producentów znajdujących się w obszarze zapowietrzonym i zagrożonym. Drób, za którego przysługuje rekompensata, powinien być utrzymywany na obszarze zapowietrzonym lub zagrożonym na dzień poprzedzający dzień otrzymania przez danego powiatowego lekarza weterynarii zawiadomienia o podejrzeniu wystąpienia wysoce zjadliwej grypy ptaków.

Rekompensaty finansowe nie będą wypłacane, gdy w gospodarstwie znajduje się ognisko ptasiej grypy. Nie dotyczy też stref zapowietrzonych i zagrożonych, gdzie lekarz weterynarii ze względów bezpieczeństwa nakazał ubój. W takich sytuacjach możliwe jest przyznanie odszkodowania.

 

 

Chcesz wiedzieć więcej? Zostaw do siebie kontakt – oddzwonimy:

 

    Odszkodowanie za ASF – kiedy NIE przysługuje?

    Odszkodowanie za ASF – kiedy NIE przysługuje?

    Odszkodowanie za ASF (afrykański pomór świń) przysługuje ze środków Skarbu Państwa, gdyż jest to choroba zwalczana z urzędu. W pewnych jednak okolicznościach to odszkodowanie nie zostanie przyznane. Kiedy i dlaczego?

     

    (mam nadzieję, że domyślacie się, dlaczego wybrałem powyżej ten obrazek:)

     

     

     

    Kiedy nie otrzymamy odszkodowania za ASF?

     

    Nie chcę tutaj zanudzać Was artykułami i numerami przepisów ustawy, dlatego postaram się Wam przekazać konkretnie oraz “po ludzku”, kiedy nie otrzymamy odszkodowania za ASF.

     

    Otóż nie dostaniesz odszkodowania za ASF, jeśli:

    • nie dostosowałeś się do wymogów identyfikacji i rejestracji zwierząt,

    • nie zawiadomiłeś niezwłocznie Inspekcji Weterynaryjnej albo najbliższego weterynarza albo wójta/burmistrza/prezydenta o tym, że podejrzewasz wystąpienie w swoim stadzie tej choroby,

    • nie dostosowałeś się do zakazu szczepień przeciwko danych chorobom (ich wykaz tutaj),

    • nie dostosowałeś się do nakazów wydanych przez powiatowego lekarza weterynarii (np. nakaz odosobnienia zwierząt, uboju, oczyszczenie i odkażenie miejsc oraz środków transportu, zakazać karmienia zwierząt określonymi środkami itd.),

    • wprowadziłeś do swojego gospodarstwa zwierzę, które wiedziałeś, że jest chore, zakażone lub podejrzane o zakażenie lub chorobę,

    • wprowadziłeś do swojego gospodarstwa zwierzę nieoznakowane lub bez paszportu zwierzęcia, jeżeli są one wymagane przepisami o systemie identyfikacji i rejestracji zwierząt,

    • wprowadziłeś do swojego gospodarstwa zwierzę z naruszeniem przepisów obowiązujących w tym zakresie.

     

     

    Hodowco, pamiętaj o prawidłowej identyfikacji!

     

     

    Znany jest mi przypadek pewnego hodowcy z Podlasia, który 2 lata walczył w sądzie o odszkodowanie za ASF. W lipcu 2016 roku nakazano zabicie i przekazanie do utylizacji jego zwierząt.

    Niestety okazało się również, że hodowca w sposób nieprawidłowy znakował świnie (lub w ogóle ich nie znakował) i przyznano mu jedynie 3.200 zł, mimo iż zabito 261 sztuk (posiadacz świni jest obowiązany bezzwłocznie oznakować zwierzę i zgłosić to kierownikowi biura nie później niż przed dniem opuszczenia przez to zwierzę siedziby stada, określając liczbę oznakowanych zwierząt).

    Hodowca jest więc stratny na kwotę ok. 100.000 zł.

     

     

     

    Chcesz wiedzieć więcej? Zostaw do siebie kontakt – oddzwonimy:

      Prowadzenie dziennika przez hodowcę drobiu

      Prowadzenie dziennika przez hodowcę drobiu

      Warto przypomnieć, że wciąż obowiązuje rozporządzenie Ministra Rolnictwa z dnia 4 kwietnia 2017 r., które nakazuje hodowcom drobiu m.in. prowadzenie dziennika, w którym będą dokumentować liczebność i stan posiadanego drobiu.

       

      Rozporządzenie dotyczy hodowców (posiadaczy) kur, kaczek oraz innego ptactwa. Taka osoba powinna przestrzegać tzw. zasad bioasekuracji oraz trzymać zwierzęta tak, aby ograniczyć ich kontakt z innymi, dzikimi ptakami, ale także przechowywać paszę w sposób zabezpieczający przed kontaktem z takimi (dzikimi) ptakami a także z ich odchodami.

       

      Oprócz tego przepisy nakazują hodowcom dokonywanie codziennych przeglądów i prowadzenie dokumentacji, w której znajdą się szczegółowe informacje co do ewentualnej liczby padłych ptaków, spadku pobierania paszy czy spadku nieśności.

       

      Dziennik

       

      W takim dzienniku powinny się znaleźć takie informacje jak:

      • dane hodowcy (właściciela stada),
      • dane osoby dokonującej przegłądów,
      • adres przebywania stada,
      • liczba padłych ptaków,
      • informacje dotyczące spadku pobierania paszy i nieśności.

       

      Rolnik jest także zobowiązany zawiadomić lekarza weterynarii, gdy wystąpią u drobiu następujące objawy kliniczne:

      • większa śmiertelność,
      • znaczący spadek pobierania paszy i wody,
      • objawy nerwowe,
      • sinica i wybroczyny,
      • biegunka,
      • nagły spadek nieśności.

       

      Tutaj możesz pobrać wzór dziennika (opracowany na podstawie informacji z Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii w Poznaniu).

       

       

      Gdy dłużnik nie płaci – windykacja należności

      Gdy dłużnik nie płaci – windykacja należności

      Niezapłacona faktura to proza życia każdego przedsiębiorcy w tym kraju. O ile można tolerować zwyczajne opóźnienie w płatności za fakturę, to wielomiesięczna zwłoka, nieodbieranie telefonów, składanie coraz to nowych i kolejnych obietnic jest już niepokojące i trzeba podjąć zdecydowane kroki w celu odzyskania należności.

      A już prawdziwą zmorą są drobne należności, np. na 600 zł, kiedy to adwokat za prowadzenie tej sprawy chce 2.000 zł płatne z góry i nie wiemy w dodatku, czy po wygranym procesie egzekucja będzie w ogóle skuteczna i czy kiedykolwiek odzyskamy pieniądze.

       

       

      Co robić?

       

      Co zatem robić, żeby windykacja należności nie pociągnęła za sobą kolejnych strat finansowych?

      Po pierwsze: trzeba dłużnika dobrowolnie wezwać do zapłaty, czyli wykazać naszą dobrą wolę do polubownego załatwienia sprawy. Najlepiej jest wysłać pismo – wezwanie do zapłaty, w którym powinny się znaleźć takie elementy:

       

      • nadawca pisma,
      • miejscowość, data,
      • adresat pisma,
      • wskazanie, dlaczego się ktoś jest nam winien pieniądze (np. wskazanie wykonania usługi i wystawionej faktury),
      • kwota, której się domagamy,
      • termin (np. 7 dni od dnia otrzymania niniejszego wezwania),
      • sposób zapłaty (przelew/gotówka) – najlepiej jest wskazać przelew i podać swój numer konta,
        własnoręczny podpis.

       

      Takie pismo trzeba podpisać i wysłać listem poleconym zwykłym (ekonomicznym). Nie ma potrzeby wysyłania pisma za zwrotnym potwierdzeniem odbioru, gdyż jest to droższe, musimy czekać na zwrotkę, a na stronie http://emonitoring.poczta-polska.pl/ możemy łatwo sprawdzić, czy i kiedy przesyłka została odebrana – należy w tym celu zachować potwierdzenie nadania listu, bo na nim znajduje się numer przesyłki, który wpisujemy na ww. stronie Poczty Polskiej.

      Kopię pisma wraz z tym druczkiem-potwierdzeniem nadania zostawiamy dla siebie, będą potrzebne do pozwu.

       

       

      Czy trzeba wysyłać kolejne pisma?

       

      Nie trzeba. Takie czynności są zazwyczaj stosowane przez firmy windykacyjne, w celu wywarcia pewnej presji na dłużniku.

      Jeśli dłużnik nie płaci – należy wnieść sprawę do sądu.

      W każdym razie schemat wygląda tak: wezwanie do zapłaty -> pozew do sądu -> komornik.

       

       

       

      Masz pytanie – napisz

        Rekordowe odszkodowanie za salmonellę

        Rekordowe odszkodowanie za salmonellę

        20 listopada 2019 r. Sąd Rejonowy w Nowej Soli (lubuskie) zasądził odszkodowanie na rzecz hodowcy kur niosek, któremu w 2014 roku nakazano ubój stada w ilości 106 tys. sztuk. Kwota jest rekordowa, bo aż 1,6 miliona złotych.

        Salmonella w kurniku

         

        W 2014 r. w kurniku naszego klienta, hodowcy kur niosek, pobrano urzędowe próby kału zwierząt w kierunku zakażenia pałeczkami salmonelli. Badania przeprowadzone w Zakładzie Higieny Weterynaryjnej w Gorzowie Wielkopolskim potwierdziły występowanie bakterii salmonella enteritidis.

        Następnie powiatowy lekarz weterynarii uznał za zakażone pałeczkami salmonelli stado towarowe drobiu w kurniku hodowcy i wydał odpowiednie nakazy mające na celu zapobieżenie rozprzestrzenianiu się choroby, w tym nakaz dokonania niezwłocznego uboju wszystkich kur niosek z zakażonego stada. Decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności.

        W dniu 21 października 2014 r. dokonano wyceny zakażonego stada kur. Powiatowy lekarz weterynarii przy wsparciu dwóch powołanych rzeczoznawców ustalił w wyniku oszacowania średnią wartość rynkową 1 sztuki kury nioski na kwotę 6,73 zł (!). Na dzień wyceny w stadzie znajdowało się 106 394 kur niosek, w czasie od daty zatrzymania stada (15 października 2014 r.) do dnia likwidacji (24 października 2014 r.) padło 11 662 sztuki, za co błędnie nie przyznano odszkodowania.

        Hodowca przekazał zgodnie z decyzją wszystkie wskazane przez powiatowego weterynarza kury do uboju i w wyniku sprzedaży uzyskał łączną kwotę 163.224,07 zł.

        Zaniżone odszkodowanie z PIW

         

        Decyzją PLW z dnia 14 listopada 2014 r. przyznano hodowcy odszkodowanie w wys. 476.072,09 zł (po uprzednim pomniejszeniu o kwotę uzyskaną ze sprzedaży). Kwota ta była zdecydowanie zbyt niska i nie odpowiadała wartości rynkowej zwierząt.

        Staliśmy na stanowisku, że w przypadku kur niosek nie tylko zaniżono wartość jednej kury, ale również powinno się wziąć pod uwagę jaja, które hodowca mógł uzyskać i następnie sprzedać, gdyby nie nastąpił ubój stada.

        Oczywiście PIW nie zgadzało się z naszym stanowiskiem w całości. Mimo tego, iż wcześniej uzyskaliśmy wyrok w Sądzie Najwyższym, który potwierdzał nasze racje.

        Tak też się stało i w dniu dzisiejszym Sąd Rejonowy w Nowej Soli zasądził na rzecz naszego klienta rekordową kwotę 1,6 mln zł (wygrana w całości).

         

        Niesłusznie oskarżeni o handel mączką – sąd uniewinnia.

        Niesłusznie oskarżeni o handel mączką – sąd uniewinnia.

        Kilka tygodni temu zakończyła się sprawa naszych klientów, w której Prokuratura Okręgowa w Świdnicy oskarżyła ich o handel 17 tonami mączki mięsno-kostnej.

         

        O sprawie pisał m.in. TVN24: https://www.tvn24.pl/wroclaw,44/17-ton-nielegalnej-maczki-miesno-kostnej-trafilo-do-polski,356267.html

         

        Cztery osoby zostały oskarżone o przywóz na teren Polski i handel mączką mięsno-kostną bez zachowania wymagań weterynaryjnych w tym zakresie. Wartość substancji określono na kwotę prawie 25 mln zł.

         

        Sprawę prowadziła Prokuratura Okręgowa w Świdnicy, która skierowała akt oskarżenia. Tymczasem weszła w życie ustawa, która uchyliła przepisy karne, na podstawie których prokuratura prowadziła postępowanie – mimo tego, organy ścigania pozostawały przy swoim i podtrzymały swoje stanowisko co do winy oskarżonych.

         

        Sąd Okręgowy w Świdnicy w dniu 22.10.2018 r. uniewinnił wszystkich naszych klientów. Sąd dodatkowo zauważył, że mączka mięsno-kostna oznacza białko zwierzęce uzyskane z przetwarzania materiału kategorii 1 lub 2. Natomiast gdy przetwarzany jest materiał kat. 3, powstaje przetworzone białko zwierzęce, które może być przecież stosowane jako materiał paszowy lub do jakichkolwiek innych zastosowań paszowych, w tym w karmie dla zwierząt domowych, bądź jako nawóz. Nie jest natomiast wiadome, jaką substancją handlowali oskarżeni.

         

        Mimo tego, prokuratura złożyła apelację, od powyższego wyroku, jednak bezskutecznie. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu utrzymał wyrok.

         

        Białaczka bydlęca – wina inspekcji weterynaryjnej

        Białaczka bydlęca – wina inspekcji weterynaryjnej

        Ciekawa sytuacja miała miejsce w okolicach Kalisza. Pewien rolnik prowadził hodowlę krów mlecznych z przeznaczeniem na sprzedaż mleka. Pierwsze zachorowanie jego stada na enzootyczną białaczkę bydlęcą wystąpiło w hodowli rolnika w 2005 r., a było to spowodowane zakupem przez niego jednej jałówki, która była zakażona właśnie tą chorobą. Co prawda sprzedawca miał zakaz sprzedaży, ale okoliczność tę przed hodowcą zataił.

         

        W wyniku badań inspekcji weterynaryjnej wykazano występowanie białaczki u sześciu krów. Po pewnym czasie kilkukrotnie stwierdzono występowanie choroby u kolejnych krów. Ostatecznie nakazano ubój 39 krów dojnych jałowic.

         

        Enzootyczna białaczka bydła jest przewleką chorobą, o zakażeniu występującym dożywotnio u dorosłych osobników i o przebiegu śmiertelnym. Najczęściej jedynym objawem infekcji jest wystąpienie, w okresie od 6 do 8 tygodni od zakażenia, specyficznych przeciwciał we krwi zakażonego zwierzęcia. Do zakażenia dochodzi najczęściej (powyżej 80% przypadków) poprzez skórę, drogi oddechowe, krew, wydzieliny lub wydaliny z domieszką krwi, a rzadziej z chorej, przewlekle zakażonej matki na płód przez łożysko (poniżej 15 % przypadków), czy poprzez siarę (mniej niż 5 % przypadków). Chorobę najczęściej wykrywa się dzięki urzędowym badaniom krwi pod kątem obecności przeciwciał, czy wirusa.

         

        Do jedynych objawów klinicznych, które może zauważyć hodowca należą: ubytek wagi zwierzęcia, spadek mleczności, powiększenie węzłów chłonnych, porażenie kończyn miednicznych. Wszystkie te objawy mogą się ujawnić w konsekwencji klinicznego rozwoju choroby, tzn.: rozrostu nowotworowego najczęściej dopiero po upływie 5 lat od zakażenia. Wymienione objawy mogą jednak występować także przy wielu innych i dużo bardziej popularnych chorobach. Dlatego hodowca miał prawo nie zauważyć toczącego się w stadzie zakażenia.

         

        Hodowca domagał się od Skarbu Państwa dopłaty odszkodowania w wysokości 74.141 zł wynikającej z błędnego oszacowania wartości krów (nie uwzględniono, że część krów była już zacielona) oraz utraty dochodu ze sprzedaży mleka.

         

        Sąd uznał przy tym, że powiatowy lekarz ponosi winę za to, że w odpowiednim momencie nie nakazał podjęcia odpowiednich środków, w tym między innymi: wyznaczenie gospodarstwa powoda jako ogniska choroby, nakazanie odosobnienia w stadzie tych zwierząt, u których stwierdzono chorobę, nakazanie uboju zwierząt zakażonych, nakazanie oczyszczenie i odkażenie miejsc, a także odkażenie, zniszczenie lub usunięcie ściółki, nawozów naturalnych oraz przedmiotów, z którymi miały kontakt zwierzęta zakażone oraz zakazanie przemieszczania zwierząt do stada oraz ze stada. Doprowadziło to do rozszerzenia się choroby na inne krowy.